Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prace rozbiórkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prace rozbiórkowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2015

Tydzień #21 (7-13.09.2015) - Tynki wewnętrzne

Trwa walka z tynkami. Wydawało się, że "ledwo się trzymają", a jednak prace postępują dość wolno.
Na szczęście przed remontem kupiłam młot pneumatyczny, klinem i młotkiem zeszłoby do Bożego Narodzenia :)
stary dom, wykończenie ścian, dom z duszą
Widok na kuchnię, a dokładnie na ścianę pomiędzy kuchnią i łazienką. Tynki, jak widać, zostały już odbite, podłoga również już jest rozebrana. Zagruzowana czeka na wylewkę.
Zdecydowaliśmy się na użycie gruzu z dachówek do wykonania podbudowy pod właściwą posadzkę.
Widok na kuchnię (narożnik pomiędzy kuchnią i korytarzem). Ściany wyglądają okropnie. Miałam nadzieję, że uda nam się zachować część ściany z surowej cegły, ale nic z tego. Mąż marzył o odkryciu (i pozostawieniu) surowych pustaków "w kropki". Niestety nic z tego. Krzywość ścian i liczne ubytki po prostu krzyczą, by zakryć je tynkiem.  
A tu już widok na salon (po lewej wejście do przedpokoju). Tu ściana wygląda nie najgorzej (podobnie wygląda ściana przeciwległa - zdjęcie poniżej) - będziemy próbowali ją uratować i zostawić. Ze względu na konieczność podmurowania (wyrównania) pod strop, sufit oraz ok 30cm pod sufitem wykończymy tynkiem, a ściana poniżej zostanie z surowej cegły.

Jak widać na zdjęciu, po odkuciu tynku, cegły posiadają biały nalot od tynku wapiennego. Przyznam, że długo szukałam, jak się tego pozbyć i jak oczyścić cegłę, by miała ładny, naturalny kolor. Na forach polecają głównie środki chemiczne (co w naszym przypadku nie wchodzi w grę, ze względu na koszty), inni polecali oczyszczenie szczotką drucianą... Wreszcie trafiłam na post, w którym autor kategorycznie zabraniał takiego sposobu czyszczenia. Szczotkowanie pozostawia ponoć brzydkie ciemne ślady (zadrapania) na powierzchni cegieł. Zamiast tego proponuje starą metodę oczyszczania pocieranie "cegłą o cegłę". Poniżej efekt kilku przetarć. Całkiem ładnie wszystko schodzi, a dodatkowo powierzchnia cegieł i fug staje się równiejsza. Teraz tylko musimy dojść z Mężem do porozumienia co dalej - cegła "naturalna" czy bielona?


A tymczasem w ogrodzie...

niedziela, 26 kwietnia 2015

Tydzień #1 (20-26.04.2015) - Wyprowadzamy się...

Do tej pory przeprowadzałam się kilka razy, w sumie 8 razy.
Pierwszy raz, gdy wyjechałam na studia i zamieszkałam w akademiku. Cały swój dobytek zmieściłam w bagażniku Fiata Cinquecento! Po kilka sztuk ubrań, kilka kosmetyków, PC, jakieś zdjęcie, żeby mi było raźniej :)

Na studiach poznałam Męża. Spotykaliśmy się coraz częściej, spędzaliśmy ze sobą coraz więcej
czasu i dojazdy zaczęły być męczące.  Po dwóch latach, zdecydowaliśmy się z Mężem na zamieszkanie razem. Wynajęliśmy nasze pierwsze wspólne mieszkanie :) Wciąż nie mieliśmy zbyt dużo rzeczy.

Po trzech latach studiów zmieniliśmy uczelnię i miasto - znów udało mi się zmieścić do bagażnika Cinquecento :)

Wylądowaliśmy we Wrocławiu. Pierwsze wynajęte mieszkanie - a właściwie pokój, po roku kolejna przeprowadzka, po dwóch latach - kolejna. Następnie zamieniliśmy pokój na mieszkanie, ale udało nam się w nim pomieszkać tylko rok i znów musieliśmy się pakować. Kolejna przeprowadzka :)
Po ślubie i narodzinach córki zdecydowaliśmy się na powrót do mojego domu rodzinnego. I nagle okazało się, że nasz dobytek znacznie się rozrósł. Nasze rzeczy nie zmieściłyby się do bagażnika! Pewnie nawet dziesięć by nie wystarczyło! Załadowaliśmy cały dostawczy bus! (A wcześniej przez kilka dni wyrzucaliśmy całe worki niepotrzebnych rzeczy).

Nasze ostatnie mieszkanie miało raptem 43m2. Dom, do którego się wprowadziliśmy - ponad 90 i, ku naszemu przerażeniu, nie potrafiliśmy pomieścić przywiezionych rzeczy! Nierozpakowane rzeczy, porozkładane kartony i przybywające sterty zabawek dziecięcych...
Po roku mieszkania doszliśmy do momentu, kiedy powiedzieliśmy "dość!" i zaczęliśmy planować remont.
Po dwóch latach - remont doszedł do skutku, a my stanęliśmy przez kolejną przeprowadzką. W sumie najtrudniejszą. Okazuje się, że zamieszkanie "po sąsiedzku" ma swoje wady. Bardzo ciężko bowiem przeprowadzić skuteczną selekcję. Bardzo dużo "przydasiów" trzeba spakować, bo szkoda wyrzucić. Nie trzeba martwić się transportem, bo jest gdzie to wszystko wynieść, więc każda rzecz, która może się przydać, albo jest w dobrym stanie i szkoda jej wyrzucić, ląduje w kartonie. Myślę, że gdyby te wszystkie kartony i meble chcieć przewieźć - zajęłyby już całego tira!
Na szczęście pakowanie już jest za nami! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...